Nierzadko bywa, że oglądając różne filmy autentycznie czuję złość widząc, jak bardzo spłycana jest praca informatyków. Zwłaszcza ma to miejsce w filmach akcji, w których informatyk jak jakiś bóg potrafi zrobić cuda na komputerze, które są po prostu fizycznie niemożliwe.

Gniazdo keystone – z nich korzystają informatycy

gniazdo keystoneWeźmy pierwszy z brzegu przykład – nie będę podawał nazwy, bo zapewne i tak wszyscy domyślą się o który serial mi chodzi. Gdy widzę co się tam wyczynia, to aż mi dech w piersi zapiera. Informatyk dostaje od policji bardzo rozmyte, niewyraźne zdjęcie z poleceniem, by je maksymalnie wyostrzył. Od tego momentu zaczynają się cuda. Uwierzcie mi, jeśli zdjęcie jest robione słabej jakości aparatem, a wy koniecznie potrzebujecie zobaczyć twarz kogoś stojącego trzysta metrów od obiektywu, to to jest zwyczajnie niemożliwe. Szczerze mówiąc słysząc takie polecenie informatyk z prawdziwego świata po prostu by się roześmiał, i kazał policjantom, może w niebyt wyszukanych słowach, opuścić pomieszczenie. Informatycy to nie cudotwórcy. Szafa serwerowa nie służy do tego by włamać się do Pentagonu, a szafa rack by hakować wewnętrzne strony tajnych organizacji przestępczych. Kabel światłowodowy nie przyśpieszy włamywania się do internetowego sejfu banku złego gangstera, a szafa teletechniczna nie pomoże podsłuchać rozmów złego dyktatora z Afryki. Rzeczywistość często bywa brutalna wobec ludzi chcących być jak filmowi hakerzy. Życie prawdziwego hakera jest w gruncie rzeczy dość nudne. Musi stosować na przykład gniazdo keystone zamiast zwykłego, i jest to jedna z bardziej ekscytujących rzeczy w jego życiu.

Z kolei u hakerów rządowych też nie ma żyłki ryzyka, zagrożenia i hazardu. Ich praca przypomina pracę w biurze pozbawioną jakiegokolwiek ryzyka, a jedyne co ją wyróżnia to to, że nie może nikomu powiedzieć o tym czym się zajmuje. Więc wcale nie jest tak jak w filmach.