Większość ekspertów od spraw demograficznych twierdzi, że czeka nas niż. Rodzi się coraz mniej dzieci, szkoły są zamykane ze względu na brak chętnych, nauczyciele tracą pracę. Tanie przedszkole jest gorsze, abo takie same jak publiczne.

Tanie przedszkole prywatne jest złe.

PrzedszkoleStatystycznie w Bydgoszczy rodzina posiada jedno, góra dwoje dzieci. Rodziny wielodzietne, czyli takie z co najmniej trójką dzieci można ze świecą szukać. Trudno jest więc wytłumaczyć fenomen przedszkoli i szkół prywatnych. O ile jeszcze zajęcia dodatkowe dla dzieci i młodzieży można zrozumieć, bo rodzice są bardziej świadomi tego, co w przyszłości może się przydać im dzieciom, różne kursy są tańsze niż były w przeszłości, więc chętnych jest więcej, to o tyle prywatne placówki nie powinny mieć racji bytu. Przecież tyle przedszkoli i szkół państwowych jest zamykanych, bo jest mniej dzieci, a tutaj jak grzyby po deszczu wyrastają żłobki, przedszkola, kluby malucha i szkoły założone z prywatnej inicjatywy. Skąd się wzięła ta tendencja? Czy publiczne tanie przedszkole jest gorsze niż prywatne, dzieci się będą gorzej uczyły, menu będzie mniej urozmaicone? Nie, to raczej kwestia biznesowa. Ludzie widzą, że rodzice od najmłodszych lat nastawiają dzieci na sukces, więc mają nadzieję, że magia prywatnej placówki zadziała i maluchy przyjdą do nich, a nie do osiedlowego przedszkola. Dobro najmłodszych jest tu wątpliwe.

Często tanie przedszkole publiczne i prywatne się od siebie nie różni, poza tym, że w tym drugim grupa może być nieco mniejsza i trzeba płacić czesne. Nie warto więc nakręcać tej spirali i kierować się zdrowym rozsądkiem przy wyborze przedszkola.